Ten, który nazywał siebie „królem jaszczurem”.

W 2016 roku mija 45. rocznica śmierci Jima Morrisona, wokalisty i twórcy sukcesu The Doors. Zmarł 3 lipca 1971 roku w swoim mieszkaniu w Paryżu z powodu przedawkowania heroiny. Do dzisiaj jego grób na cmentarzu Pere-Lachaise odwiedza rzesza kolejnych pokoleń jego fanów.

 

Urodził się 8 grudnia 1943 roku w Melbourne na Florydzie. Dorastał głównie w Kalifornii. Przez krótki czas mieszkał w Nowym Meksyku, gdzie zrodziła się jego fascynacja gadami. Uległ jej do tego stopnia, że nazywał siebie „królem jaszczurem”. Już od najwcześniejszych lat Morrison wykazywał duże skłonności do tworzenia historii na swój temat, które przypominały bardziej legendę aniżeli rzeczywistość. Twierdził np., że jego rodzice – Indianie zginęli w wypadku samochodowym, co było oczywiście nieprawdą. Potem śpiewał o tym m.in. w „Peace Frog” czy „Ghost Song”. Przekonywał również, że w jego ciele mieszka duch zmarłego Indianina. Jako nastolatek zaczytywał się w tekstach Fryderyka Nietzschego, Williama Blake’a, w także w twórczości „poetów wyklętych” epoki romantyzmu: Arthura Rimbauda, Paula Verlaine’a, Charlesa Baudelaire’a.

Jim Morrison powołując The Doors nie chciał ograniczać się tylko do kariery scenicznej. Jego twórczość miała mieć daleko szerszy wydźwięk. W swoim zamyśle chciał inspirować do przeprowadzania zmian politycznych i społecznych, które uczyniłyby ludzi totalnie wolnymi
i nieskrępowanymi.

Jim Morrson w 1965 roku ukończył szkołę filmową. Już w tym czasie eksperymentował
z narkotykami, m.in. z LSD i marihuaną. W tym samym roku wraz z kolegą Rayem Manzarkiem zawiązał The Doors. Dołączyli do nich Robby Krieger i John Densmore. W kolejnym roku rozpoczęli swoją oficjalną działalność sceniczną utworami, które szybko zyskały popularność. Wówczas po raz pierwszy usłyszano "Break on Through (to the Other Side)" czy "Light My Fire”. Nie trzeba było długo czekać, żeby znalazły się na pierwszym krążku zespołu o tej samej nazwie „The Doors”. Psychodeliczne brzmienia współgrały z wizerunkiem scenicznym Morrisona. Roztaczał wokół siebie aurę niesamowitości i tajemnicy. Nie chciał otwarcie mówić o swojej rodzinie. Właściwie unikał takich faktów, które mogłyby go sytuować w gronie zwykłych śmiertelników. To tylko podsycało zainteresowanie mediów i rosnącą grupę słuchaczy. Podczas koncertów realizował swoją wizję sztuki, która zmienia rzeczywistość. Mówił o obalaniu rządów, wolnej miłości, seksie, narkotykach i absurdzie współczesnego świata. Coraz częściej interweniowały siły porządkowe. Machina świetnie zapowiadającej się kariery została wprawiona w ruch. Pojawiały się kolejne krążki. W 1967 r. był to "Strange Days" a następnie "Waiting for the Sun" (1968) i "The Soft Parade" (1969).

Kariera The Doors i Morrisona bardzo szybko rozwijała się, ale już w 1969 czyli w trzy lata od debitu scenicznego uzależnienie od alkoholu i narkotyków wokalisty zaczęło uniemożliwiać mu pracę w studiu i na scenie. Tracił przytomność na oczach widzów. Czasami
w ogóle nie pojawiał się na scenie, rozczarowując oczekujących fanów. W tym samym roku podczas jednego z koncertów został skazany za obrazę moralności (obnażanie się na scenie).

 Pomimo narastających problemów The Doors udało się w 1970 roku wydać przedostatnią płytę „Morrison Hotel”. Znajdujące się na niej utwory jak "People are Strange", "Roadhouse Blues", "Hello, I Love You", "The End" czy "When The Music's Over" pozwalały na utrzymywanie popularności. Ostatnia płyta zespołu „L.A. Woman” została wydana w 1971 roku.

Za namową swojej przyjaciółki i w związku z problemami z wymiarem sprawiedliwości przeprowadził się wkrótce do Paryża. Zmarł 3 lipca 1971 roku w swoim mieszkaniu po przedawkowaniu heroiny. Zdaniem partnerki pomylił ją z kokainą. Miał 27 lat. Prosty rachunek arytmetyczny wskazuje, że na scenie spędził niespełna 6 lat. Wydaje się, że do historii muzyki mógłby wnieść jeszcze o wiele więcej. Niestety, tak się nie stało.

Po jego śmierci na podstawie materiałów archiwalnych zostały wydane jeszcze trzy albumy: „Other Voices” (1971), „Full Circle” (1972) i „American Prayer” (1978)  W tym ostatnim znalazły się recytacje wierszy artysty. Nie odniosły sukcesu.

 

Ten, który nazywał siebie „królem jaszczurem”. W rocznicę śmierci Jima MorrisonaThe Doors „The End”

https://www.youtube.com/watch?v=aaP5B_C7AQo

 

Źródło:

Jim Morrison: 70 lat temu urodził się "król jaszczur", Newsweek 2013 [http://www.newsweek.pl/jim-morrison-the-doors-urodziny-jima-morrisona-newsweek-pl,artykuly,276419,1.html – dostęp 28.06.2016]