Żegnamy ikonę popkultury – Prince’a

21 kwietnia br. media obiegła informacja o nagłej śmierci ikony popkultury –  Prince’a. Jednocześnie docierają do nas kolejne strzępki wiadomości dotyczące przyczyny tego niespodziewanego wydarzenia. Początkowo media donosiły, że gwiazdor umarł wskutek powikłań po grypie. Pojawiły się również spekulacje, że zgon artysty nastąpił w wyniku przedawkowania leków, od których był uzależniony albo zapaści narkotykowej. W ciągu paru tygodniu wyniki autopsji mają zweryfikować docierające wyjaśnienia.

Postać Prince’a po raz kolejny jednak przypomina o problemie nadużywania środków psychoaktywnych wśród gwiazd i idoli. Uśmiechają się z tonących w światłach reflektorów scen, dostarczają widzom wielu niezapomnianych przeżyć. Jednocześnie jednak skrywają bolesne problemy, z którymi próbują sobie poradzić używając narkotyków, alkoholu czy właśnie leków.

Prince a właściwie Prince Rogers Nelson urodził się 7 czerwca 1958 roku w Minneapolis w rodzinie z tradycjami muzycznymi. Jego ojciec był pianistą jazzowym, a mamą wokalistką jazzową. Sam Prince był samoukiem. Nauczył się gry na perkusji, saksofonie, gitarze i pianinie. W wieku 7 lat napisał swój pierwszy utwór „Funk Maschine”. W wieku 14 lat zadebiutował na scenie z zespołem „Grand Central”, później zmienił swoją nazwę na „Champagne”. Jako 26 latek wydał swój pierwszy krążek „Purple Rain”. Okazał się światowym hitem. Rok później został nagrodzony Oscarem za muzykę do filmu o tym samym tytule. Prince jest również, o czym nie wszyscy wiedzą,  autorem hitu „Nothing Compares 2 U”, który rozsławiło na całym świecie wykonanie Sinead O’Connor. W 2004 przez magazyn „Rolling Stone” utwór uznany za jeden z 500 utworów wszechczasów.

Artysta odniósł niebywały sukces komercyjny i artystyczny. Sprzedał ponad 100 milionów płyt. Współpracował z Madonną, Alicią Keys, Erykah Badu. Przez krytyków uważany jest za pioniera, który nie bał się łączyć rockowych riffów z muzyką funky. Eksperymentował na pograniczu popu, rhythm and bluesa, soulu, funky, dance, rocka czy nawet jazz-rocka.

Jego kreatywność i poszukiwania artystyczne nie ograniczyły się do tworzenia i wykonywania muzyki. Sam zaprojektował dwie kultowe już gitary elektryczne: "Symbol” i  "Cloud". Zdaniem niektórych krytyków był zdecydowanie lepszym gitarzystą od słynnego Slasha.

Prince był jednocześnie pełen paradoksów. To bez wątpienia jeden  
z największych showmanów sceny muzycznej. Do historii przeszło jego wystąpienie jako suport dla Rolling Stones, kiedy to założył na siebie dół od bikini, wełniane getry i... buty na szpilkach.  Podobno jednak wcale nie czuł się na scenie komfortowo. To miało go skłaniać do dodawania sobie pewności siebie narkotykami.

Środki psychoaktywne są łatwo dostępne wśród osób z pierwszych stron gazet. Być może też dlatego tak trudno się im oprzeć. Czasem wydaje nam się, że substancje zmieniające świadomość mogą dodawać odwagi, stać motorem napędowym czy wręcz, zwłaszcza w przypadku artysty, inspiracją. Życie pokazuje jednak, że jest zupełnie odwrotnie. Biografie twórców dowodzą, jak dużą cenę trzeba za to płacić. Jak wiele jeszcze udałoby im się stworzyć, gdyby nie uzależnienia i ich konsekwencje? Tego się niestety nie dowiemy.

 

Prince „Nothing Compares 2U”

https://www.youtube.com/watch?v=nkVlZ1kVPCQ

 

Źródło:  

http://www.magazyngitarzysta.pl/ludzie/artykuly/1618-prince.html