Wykraczanie poza strefę komfortu – byle nie za daleko!

Wykraczanie poza strefę komfortu – byle nie za daleko!

Chyba każdy z nas słyszał hasło „strefa komfortu” – najczęściej występujące w parze z zachętą, by ją przekraczać. I choć faktycznie, stawianie czoła nowym wyzwaniom i nauka radzenia sobie ze stresem są bardzo przydatne i potrzebne w życiu, to lepiej z przymrużeniem oka traktować porady, aby to „przekraczanie” fundować sobie za wszelką cenę. Bo ta cena to nasze dobre samopoczucie, zdrowie psychiczne i często relacje z innymi ludźmi.

Dlaczego stres jest dobry?

Jesteśmy bardzo różni i nie można kategorycznie powiedzieć, że jedne sytuacje są stresujące, a inne zupełnie nie. W zależności od konstrukcji psychicznej będziemy reagować odmiennie na te same bodźce, środowisko w jakim się znajdziemy (powrót do szkoły po wakacjach, zmiana miejsca zamieszkania, pierwsza praca, etc.) oraz interakcje z innymi osobami. Zamykanie się w sobie i dobrze znanym, w pełni bezpiecznym otoczeniu daje nam komfort, do którego każdy ma prawo i powinien z niego korzystać. Życie jest nieprzewidywalne i zmienne, warto nawet na własne życzenie „wrzucić się” w nowe sytuacje i otoczenie tylko po to, żeby przygotować się na bardziej niespodziewane życiowe zmiany. Pozornie nieistotne sprawy, jak samodzielne zapisanie do lekarza, pojechanie w nowe miejsce, załatwienie czegoś, co normalnie robili za nas rodzice, a także nauka nowych umiejętności – każdy taki mały krok da nam w przyszłości poczucie, że poradzimy sobie z odrobinę większym. Wiara we własne możliwości jest nieoceniona, bo przecież poczucie bezradności to jedno z najbardziej nieprzyjemnych doznań jakie możemy odczuwać. Porządne przygotowanie do kartkówki pozwoli nam myśleć, że spokojnie damy radę nauczyć się do egzaminu, a wtedy matura też nie będzie taka przerażająca. O podobnym mechanizmie mówią dietetycy czy trenerzy – doradzają zaczęcie od małych kroków, niewielkich wyrzeczeń w kwestii ulubionych przekąsek czy lekkiego, ale systematycznego, zwiększania ciężarów na siłowni. Odradzają za to gwałtowne zrywy jak rezygnowanie z połowy posiłków czy chwytanie za hantle, które ledwo możemy podnieść – bo skutkuje to szybkim zniechęceniem i jest szkodliwe dla zdrowia. Jak wyczuć ten balans jeśli chodzi o codzienne wybory?

Strefa komfortu, strefa rozwoju i strefa paniki

Tak jak już zostało wspomniane – o strefie komfortu mówimy wtedy, gdy nie czujemy wyzwań i wygodnie spędzamy czas tak jak lubimy. Strefą rozwoju, lub „strefą nauki” nazywamy aktywności, które wymagają od nas jakiegoś wysiłku – fizycznego, psychicznego, emocjonalnego. Możemy odczuwać lekki stres i napięcie, ale raczej motywują nas one do działania, a nie miażdżąco przytłaczają. Tak właśnie dzieje się w strefie paniki, inaczej nazywaną „strefą lęku” – niepokój, stres, poczucie chaosu i tego, że dane zadanie nas przerasta, są tak duże, że aż paraliżują. Można te odczucia okiełznać, stłumić, żeby coś ważnego zrobić – i czasem trzeba – ale odbywa się to jakimś kosztem. Zbyt długie lub zbyt częste znajdowanie się w takim stanie sprawia, że jesteśmy wykończeni, sfrustrowani lub wypaleni. O ile sprostanie wyzwaniom w strefie rozwoju napawa nas entuzjazmem i przekonaniem, że dajemy sobie radę, o tyle, nawet jeśli uda nam się wykonać jakieś zadanie w strefie paniki, jeśli będzie się to powtarzać, szybko spowoduje zniechęcenie. Niestety w „trybie przetrwania”, czyli właśnie wtedy gdy odczuwamy za dużo stresu i presji, często nie myślimy racjonalnie, łatwo wpadamy w irytację i złość, a na tym cierpią także nasze relacje z rodziną i znajomymi.

Co jest nie tak ze „staraniem się za bardzo”?

Żyjemy w czasach, w których produktywność i radzenie sobie z trudnymi sytuacjami bez okazywania lęku są bardzo cenione. Coraz częściej mówi się o tym, jak w długofalowej perspektywie cierpi na tym nasza głowa, a często i ciało, bo wiele poważnych chorób wynika właśnie ze stresu. Spotkamy na swojej drodze osoby, które będą przekonywać nas, że coś wcale nie jest takie trudne, że damy sobie radę, że coś musimy zrobić i koniec kropka. Być może dana rzecz faktycznie nie jest trudna dla nich, może chcą zrobić dobre wrażenie – ale istotne jest to jak my się z tym czujemy. Jeśli wyczuwamy, że nasza niechęć do danego zadania czy propozycji jest na tyle duża, że próba jego wykonania będzie nas bardzo dużo kosztować – zawsze możemy odmówić. Ocenienie swoich emocji nie jest proste, a okoliczności nie zawsze będą sprzyjać powiedzeniu „nie”. Trzeba pamiętać, że koniec końców to nasze życie i najważniejsze nie są czyjeś oczekiwania, tylko my sami. Nikt z nas nie ma luksusu robienia wyłącznie rzeczy, na które mamy ochotę i które sprawiają przyjemność – dlatego tak dużą wartość ma eksplorowanie tej strefy nauki – by w przyszłości czuć, że damy sobie radę z czymś, co jeszcze 2 lata temu byłoby nie do pomyślenia.

Marta Jarosiewicz