Prawdziwe historie

  1.  "Jestem Marcin, jestem osobą uzależnioną od narkotyków. Teraz już nie biorę, jestem po leczeniu. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu narkotyki kierowały całym moim życiem, również wtedy, kiedy siadałem za kierownicę samochodu. Najczęściej zdarzało mi się to po amfetaminie i mefedronie. Pod wpływem amfetaminy czułem dużą adrenalinę prowadząc. Czułem się tak, jakbym mógł przewidzieć każdą niebezpieczną sytuację na drodze. Zawsze również prowadziłem auto szybko, łamiąc przy tym wszystkie przepisy. Po mefedronie adrenalina była większa niż po amfetaminie. Często zlewał mi się obraz, szczególnie jak prowadziłem podczas deszczu. Zawsze również miałem wrażenie, że ludzie i samochody poruszają się kilkakrotnie szybciej, niż zwykle. Czasami zawieszałem się patrząc na skrzyżowaniu na czerwone światło. Zwykle kiedy sygnalizacja zmieniała się na zielone – dalej stałem, a gdy znów zaświeciło się czerwone, wrzucałem 1-szy bieg i jechałem dalej. Czułem się ‘królem szosy’…” dla wzmocnienia efektu zacząłem kupować coraz nowsze dopalacze, mieszać i łączyć, szukałem nowych doznań. Jechaliśmy z przyjacielem po dopach…ostra jazda, w głowie diabelski młyn… On nie żyje, zginął w wypadku, który ja spowodowałem i z tym zostanę do końca życia. Mam wyrok, więzienie, dostałem przerwę w karze na leczenie. Ale najgorsze są wyrzuty sumienia, przez moja głupotę nie żyje człowiek, mój przyjaciel…czy będę umiał z tym żyć? Próbuję…"

  2. Zacząłem brać narkotyki gdy miałem 14 lat. Z początku była to marihuana i alkohol, lecz z czasem przestało mi to wystarczać. Gdy skończyłem 18 lat, dałem sobie przyzwolenie na zabawe z twardymi narkotykami. Wtedy pojawiły się też dopalacze. Pewnego razu siedząc pod blokiem razem z kumplami, ktoś zaproponował Mefedron. Pierwszy efekt był powalający. Na imprezach zaczęło pojawiać się tego coraz więcej, aż w któtkim czasie wszyscy moi znajomi zaczęli już brać. Nasze imrezy zaczęły obracać się tylko i wyłacznie na braniu Dopów, a czas wolny na kombinowaniu kasy na zabawę i kolejny zakup. Na początku było fajnie, ale z czasem już nic nic nie robiliśmy oprócz ćpania, zaczęły się kradzieże, kombinacje i wykorzystywanie najbliższych. Nie mieliśmy skrupułów żeby nawet w najgorszy sposób zdobyć kasę, dopy zawładnęły naszym życiem. Aż w końcu zostaliśmy sami, każdy normalny człowiek się od nas odwrócił. Zostało nam tylko zrobić sie czymś co coraz bardziej ryje głowę, żeby nie myśleć o tym co sie dzieje dookoła nas. Nasze imprezy zamieniły się w posiadówy na melinach, gdzie nikt nie patrzył na to jak wygląda, czy jak dawno temu jadł, liczyło sie tylko ćpanie. Czułem się jak menel, który chce się tylko jak najbardziej zeszmacić. Straciłem wszystko: dom, rodzine i prawdziwych przyjaciół. Włóczyłem sie naćpany autobusem po mieście i spałem tam gdzie padłem. Spadłem na samo dno. Wtedy zdecydowałem, że musze coś z tym zrobic i zdecydowałem sie na leczenie.

  3.  Moja historia byłaby opowieścią o życiu fajnej dziewczyny z dobrego domu, która dobrze się uczyła, miała wielu znajomych i jakieś plany na przyszłość. Opowieść byłaby ciekawa, gdyby nie narkotyki, które pojawiły się w moim życiu na początku szkoły średniej. Na jednej z imprez ktoś zaproponował trawkę, potem dopalacze i tak jakoś wyszło… Chciałam zrobić prawo jazdy, rodzice zapisali mnie na kurs. Pewnie, gdyby wiedzieli, że biorę, nigdy by się na to nie zgodzili. Gdyby wiedzieli… Po zajęciach teoretycznych z przepisów o ruchu drogowym, wsiadłam za kierownicę. Najpierw plac a po kilku godzinach spędzonych na ćwiczeniu manewrów wyjechałam z instruktorem na „miasto”. Oczywiście jazda nie była „na trzeźwo”. Brałam wtedy pseudoefedrynę, po której miałam lęki i wielkie obawy o wszystko. Na którejś jeździe z instruktorem, będąc pod wpływem pseudoefedryny, moje napięcie, stres i lęk nią wywołany sprawił, że prawie doprowadziłam do wypadku. Gdyby nie instruktor, który nacisnął hamulec, przejechałabym matkę z dzieckiem na pasach… Zdałam prawo jazdy za 3 razem. Nie przestałam brać, próbowałam kolejnych narkotyków. Prowadząc po heroinie miałam bardzo spowolnione reakcje. Kilkukrotnie przejeżdżałam na czerwonym świetle i orientowałam się dopiero po minięciu skrzyżowania. Kiedyś wyjeżdżałam z kolegą z bramy. Wyjechaliśmy na drogę z pierwszeństwem i… usnęłam za kierownicą. Kobieta uderzyła w bok mojego samochodu. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Jeździłam również po dopalaczach. Byłam wtedy nieobliczalna. Liczyła się tylko prędkość i adrenalina związana z szybką jazdą.

    Cieszę się, że dzięki Bogu żyję. Jestem już po odwyku. Zaczęłam leczenie w ośrodku.

  4. Od 8 lat jestem narkomanem i alkoholikiem. Po 5 latach zażywania narkotyków i picia alkoholu w moim życiu pojawiły sie dopalacze. Nazywały się wtedy ''Cząstką Boga". Od pierwszego razu bardzo mi się spodobały i wciągnęły mnie niemal ntychmiast. Szybko stały sie zamiennikiem marihuany. Pamiętam że od pierwszego razu bardzo mocno zadziałały na mnie. Już po 1-2 zaciągnieciach uzyskiwałem efekt dużo mocniejszy niż po marihuanie. Z relacji osób towarzyszących mi, stawałem sie osobą szaloną, oderwaną od świata, nieobliczalną.Doszło do tego że paliłem codziennie. Przekładało się to jednak na zły stan mojego zdrowia psychicznego, przez co trafiałem do szpitala. Traciłem również wielu znajomych bo po zapaleniu stawałem się nieznośnych. Ponadto aby nieprzerwanie mieć dostep do tego, bardzo dużo kradłem w sklepach przez co wpadłem w niejeden konflikt z prawem- dostawałem grzywny. Pamiętam, że kiedy zażywałem dopalacze byłem osobą ciężko akceptowaną przez moją rodzinę i otoczenie ponieważ byłem bardzo rozlazły, leniwy, zaniedbywałem podstawowe czynności życiowe. W towarzystwie kolegów byłem porywczy, nieobliczalny. Największą stratą jaką poniosłem, była utrata mojego przyjaciela, który palił ciągiem wiele miesięcy. W rezultacie popadł w depresje i odebrał sobie życie. Do dziś nie mogę pogodzić się z tą stratą. Wówczas ja sam stałem się zagubiony w tym wszystkim, wpadłem w zaklety krąg, zażywałem coraz więcej dopalaczy, narkotyków i alkoholu. Byłem bardzo zagubiony i samotny, nie widziałem żadnego wyjścia z tego, płynąłem coraz bardziej tracąc wielu znajomych, pozwalałem sobie na różne wybryki.

    Nie wiem jak potoczyło by sie moje życie gdybm nie decyzja o podjeciu leczenia w ośrodku Monar w Wyszkowie. Jestem szczęśliwy z tego, że udało mi sie wyrwać z dopalaczy. Nie wiem jak potoczyło by się to dalej. Prawdopodobnie nie żyłbym już, albo siedziałbym w więzieniu. Teraz uczę się żyć na nowo.

  5.  Mam na imię Piotrek. Odkąd pamiętam, zawsze bardzo często wsiadałem za kierownicę pod wpływem narkotyków. Najczęściej była to amfetamina, czasem marihuana, ecstasy, kokaina… Ponad 12 lat mam prawo jazdy, przejechałem kilkaset tysięcy kilometrów. Pracowałem wiele lat za kółkiem, przez całą moja karierę kierowcy na ‘podwójnym gazie’. Zniszczyłem kilkanaście samochodów w kolizjach i stłuczkach drogowych. Jeżdżąc pod wpływem byłem ‘piratem drogowym’. Łamałem przepisy drogowe, traktowałem innych kierowców jak przeszkody na drodze. W wielu przypadkach kończyło się wysokimi mandatami oraz punktami karnymi. Raz nawet miałem zatrzymane prawo jazdy. Kiedy prowadziłem pod wpływem amfetaminy lub dopów, bardzo często ‘widziałem’ rzeczy, których w rzeczywistości nie było na drodze, miałem omamy wzrokowe, słuchowe. W szczególności wtedy, gdy prowadziłem ‘na gazie’ będąc po kilku nieprzespanych nockach. Często też zasypiałem za kierownicą, powodując realne zagrożenie na drodze. Była taka sytuacja, kiedy to zasypiając za kierownicą potrąciłem rowerzystkę. Zasnąłem na skrzyżowaniu, czekając na zielone światło.

    Bilans zysków i strat, jakie są efektem jazdy na podwójnym gazie, jest dla mnie czymś przytłaczającym. Pewnie dlatego, że zysków nie ma żadnych. Dziś jestem trzeźwy… ale boję się siebie i mojego nałogu.

  6. Dopalacze spróbowałem w wieku 15 lat, po raz pierwszy nie zrobiło to na mnie szczególnego wrażenia, wcześniej paliłem trawę.

    Pisząc „dopalacze” mam na myśli syntetyczne cannabinole. Każdy narkotyk ma swoje lustrzane odbicie w dopalaczach. Według mnie dopalacze niczym się nie różnią od narkotyków poza tym, że są legalne i jeszcze nie wiadomo jakie szkody w organizmie mogą spowodować. Dopalacze mają to do siebie że efekt „odurzenia” trwa krótko i co chwile (pół godziny) trzeba dopalać, aby pożądany efekt się utrzymywał. W przypadku dopalaczy tych, które się pali jest tak, że na początku jest jak po marihuanie, ale po 2-3 dopaleniach człowiek się męczy, ma poczucie wyczerpania, idzie spać, budzi się co pół godziny, żeby znowu dopalić. Człowiek w ciągu na tym szajsie przestaje być człowiekiem, staje się „Żywym Trupem”. Najgorsze jest to że nie można przestać, a potem strach, popaprane myśli…może pójść się wyhuśtać. Pierwszy raz od 7 miesięcy jestem czysty… może nauczę się żyć normalnie.

  7. Wychowałam się w rodzinie artystów , ojciec jazzman ostro melanżował, matka była bezradna, uciekała w prochy. Ja zaczęłam w wieku 13 lat, ostra jazda wszystko co było. Rodzice rozstali się. Rok 2010 - na rynku jest coraz gorsza amfetamina. Śmierdzi, nie klepie, a kosztuje tyle samo. Koleżanka powiedziała mi o budzie, gdzie można było kupić dopalacze. Kupowałam zazwyczaj tylko jeden produkt - działanie miał podobne do amfy, a inne w ogóle na mnie nie działały. Bardzo podobała mi się cała otoczka z tym związana, kolorowe opakowania, uprzejmy sprzedawca udzielał wyczerpujących informacji – delikatesy dla ćpunów.. Sklepik czynny 24h w centrum Warszawy, sprzedaż w opakowaniu po 2 tabletki z dopiskiem „tylko do celów kolekcjonerskich” i wszystko całkiem legalnie, bez stresu, że zawinie mnie policja. Trwało to ok 4 miesięcy, dopóki nie zamknęli wszystkich sklepów z dopalaczami w Warszawie. Innych źródeł nie szukałam, tym bardziej, że do sprzedaży internetowej podchodzę z dużą rezerwą i nie pasuje mi ona do czarnej strefy. „Wróciłam” więc do alkoholu i kiepskiej fety, płynęłam coraz bardziej… Teraz jestem w ośrodku i próbuję żyć na trzeżwo…